sobota, 24 czerwca 2017

Tatry z dzieckiem- Czarny Staw pod Rysami

Chęć wyruszenia nad Czarny Staw pod Rysami chodziła za nami od dawna, zwlekaliśmy jednak z tą wyprawą ze względu na długość trasy i na dziecięce nóżki, które dreptają po górskich szlakach razem z nami. W 2014 roku, w wieku 3 lat, nasza córka po raz pierwszy pokonała trasę do Morskiego Oka, wtedy była jednak jeszcze zbyt mała by móc wyruszyć z nami dalej. Od tamtego momentu upłynęło 3 lata i bardzo wiele się zmieniło. Za nami wiele tatrzańskich szlaków, więc temat Czarnego Stawu pod Rysami powrócił. Okazja ku temu nadarzyła się w pierwszej połowie czerwca, był to ostatni dzwonek by pokonać tą trasę, jeszcze przed rozpoczęciem letnich wakacji, więc nie zastanawiając się zbyt długo postanowiliśmy ją wykorzystać. 

Morskie Oko- widok z zielonego szlaku prowadzącego na Przełęcz pod Chłopkiem
Palenica Białczańska- Wodogrzmoty Mickiewicza- Polana Włosienica- Morskie Oko- Czarny Staw pod Rysami- Morskie Oko- Wodogrzmoty Mickiewicza- Palenica Białczańska

Na szlak wyruszyliśmy na parę minut po 8:00. Mimo, że było w miarę wcześnie na parkingu na Palenicy Białczańskiej stało już całkiem sporo samochodów, jednak jeszcze na tyle mało, by na drodze do Morskiego Oka panował względny spokój. Odcinek ten może nie należy do naszych ulubionych, oczywiście ze względu na asfaltówkę i jego olbrzymią popularność, ale  musimy przyznać, że pod kątem widoków, trasa ta jest niezwykle atrakcyjna i bez względu na to ile razy byśmy ją pokonywali, to za każdym razem robi ona na nas wrażenie.

W drodze do Morskiego Oka
Dla takich widoków warto iść nawet po  asfalcie

Do Morskiego Oka doszliśmy poniżej czasu oczekiwanego, tak wczuliśmy się w opowiadaną po drodze bajkę, że nawet nie zauważyliśmy kiedy znaleźliśmy się nad brzegiem jeziora. Ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu, przy schronisku było naprawdę niewiele osób, więc z olbrzymią przyjemnością zatrzymaliśmy się tutaj na dłuższy odpoczynek. Zero kolejek, mnóstwo miejsca przy stolikach, zaledwie kilka osób nad samym jeziorem, takiego Morskiego Oka jeszcze nie widzieliśmy ;-) 

Morskie Oko w promieniach porannego słońca

Mimo, że odpoczynek nad Morskim Okiem był przyjemny, trzeba było ruszać dalej. Nim zaczęliśmy podchodzić pod Czarny Staw, najpierw musieliśmy pokonać odcinek, który poprowadził nas wzdłuż brzegu Morskiego Oka.

Idąc wzdłuż brzegu Morskiego Oka



Potem już była tylko wspinaczka, aż do Czarnego Stawu pod Rysami, mając jednak takie widoki dookoła siebie, nawet największe wzniesienia można zdobyć z łatwością. Im wyżej się znajdowaliśmy tym większy uśmiech pojawiał się na naszych twarzach, Morskie Oko widziane z góry jest jeszcze bardziej imponujące. Pogoda nam sprzyjała, więc mogliśmy cieszyć się bardzo dobrą widocznością. Nasza córa zaskoczyła nas niesamowitą formą i byliśmy pełni podziwu, że mimo długiej wędrówki parła przed siebie. To ona, jako pierwsza, znalazła się nad Czarnym Stawem pod Rysami z dumą oświadczając, że przegoniła nawet nas :-)

Widoki ze szlaku prowadzącego nad Czarny Staw pod Rysami

W górę i w górę, wyżej i wyżej




Chwila refleksji...
Gdy nasz cel został osiągnięty zajęliśmy miejsca na otaczających jezioro blokach skalnych. Odpoczynek pośród tatrzańskich szczytów to była olbrzymia przyjemność, tym bardziej że nie było tutaj zbyt wielu turystów. Przy okazji mogliśmy przyjrzeć się tym śmiałkom, którzy zdecydowali się zdobyć najwyższy szczyt polskich Tatr, czyli Rysy. Szlak na Rysy miejscami jeszcze był pokryty śniegiem, więc nie była to na pewno łatwa wędrówka. 

Czarny Staw pod Rysami zdobyty
Czarny Staw pod Rysami






W związku z tym, że ciężko nam usiedzieć w miejscu, pokusiłam się o podejście trochę wyżej, szlakiem zielonym, który prowadzi na Przełęcz pod Chłopkiem, a wszystko po to by zobaczyć Morskie Oko z jeszcze wyższej perspektywy. Na szlaku nie było nikogo, więc całkiem miło się wędrowało.




Widok na Rysy

Grań Apostołów oraz Żabi Szczyt Niżni

Morskie Oko i szczyt Opalonego Wierchu
Następnie, z nutką żalu, że trzeba wracać, obraliśmy kierunek w drogę powrotną. Nasza trasa w dół różniła się jedynie tym, że obeszliśmy Morskie Oko z drugiej strony, zataczając tym samym koło wokół niego. Z racji tego, że były już godziny popołudniowe, nad Morskim Okiem było już dużo, dużo więcej ludzi, więc nawet nie zatrzymaliśmy się przy nim, tylko poszliśmy dalej. Gdy znaleźliśmy się ponownie na Palenicy Białczańskiej czuliśmy niesamowitą satysfakcję, cieszyliśmy się, że nasza 6-latka dała sobie świetnie radę i że udało nam się zdobyć kolejny tatrzański staw. Naszą wyprawę uznajemy za naprawdę udaną i warto było pokonać tą trasę dla tych wszystkich niesamowicie pięknych widoków. 




Dwoista Siklawa
Dziękujemy Ścieżkom Kowali za towarzystwo, z Wami wędrówki po górach są jeszcze lepsze :-) Nasze dziewczyny dały radę !

Cenne wskazówki:
* szlak do Czarnego Stawu pod Rysami zaczyna się na Palenicy Białczańskiej i prowadzi przez Morskie Oko
* szlak jest długi, podejście pod Czarny Staw pod Rysami jest dosyć wymagające, brak niebezpiecznych miejsc
* całość trasy z uwzględnieniem postojów zajęła nam około 8 godzin
* na szlak warto wyruszyć wcześnie rano, zwłaszcza w szczycie sezonu turystycznego
* nad Morskim Okiem działa schronisko PTTK
* opis szlaku do Morskiego Oka można znaleźć tutaj

środa, 21 czerwca 2017

Beskid Wyspowy z dzieckiem- Luboń Wielki

Odkryliśmy kolejne, przepiękne miejsce na mapie Polski :-) Beskid Wyspowy, bo o nim mowa, przywitał nas ukwieconymi łąkami, zielonymi pagórkami i przede wszystkim malowniczymi widokami. Naszym celem był Luboń Wielki, szczyt o wysokości 1022 m n.p.m., a na szlak wyruszyliśmy z Rabki- Zaryte.  


Rabka-Zaryte (szlak niebieski)- Pod Luboniem- Schronisko PTTK na Luboniu Wielkim- Perć Borkowskiego (szlak żółty)- Rabka-Zaryte

Do wyboru mieliśmy dwie drogi, szlak niebieski oraz szlak żółty, zdecydowaliśmy więc, że szczyt zdobędziemy idąc za niebieskimi oznaczeniami, a trasę w dół pokonamy zgodnie z oznaczeniami żółtymi przez Perć Borkowskiego.


Podejście do góry nie należało do tych, które lubimy najbardziej, przez dłuższy czas ścieżka prowadziła nas przez las, więc pozbawieni byliśmy upragnionych widoków, tylko na początku trasy udało nam się wypatrzeć tatrzańskie szczyty, a potem aż do samego schroniska otoczeni byliśmy drzewami. 


Schronisko tuż tuż
Gdy dotarliśmy do celu wszystko stało się jasne. Ten gęsty las, zasłaniający wszystko, nie rośnie tam bez powodu ;-) Gdyby nie on, po dotarciu pod schronisko, nie byłoby takiego wielkiego WOW, jakie mieliśmy gdy zobaczyliśmy roztaczające się stamtąd widoki. Jedno spojrzenie i już wiedzieliśmy, że Beskid Wyspowy stanie się kolejnym naszym ulubionym miejscem. 

Widoki z Lubonia Wielkiego



Na szczycie Lubonia Wielkiego znajduje się schronisko PTTK, więc strudzeni wędrówką oczywiście postanowiliśmy odpocząć w jego zasięgu, poza tym mając przed sobą takie krajobrazy byłoby grzechem nie zatrzymać się tutaj na dłużej. 


Gdy byliśmy gotowi do dalszej drogi ruszyliśmy przed siebie. O ile podejście pod górę było trochę monotonne, to zdecydowanie nie można było powiedzieć tego samego o drodze w dół. Szlak żółty poprowadził nas przez Rezerwat Przyrody Luboń Wielki, na terenie którego znajduje się największe w Beskidzie Wyspowym osuwisko fliszowe z gołoborzami. Ze względu na to, że odcinek przez gołoborza przypomina nieco wędrówkę graniami, został on nazwany Percią Borkowskiego, jego pokonanie nie należało do najłatwiejszych, ale gdy znaleźliśmy się wreszcie na dole naszym oczom ukazały się iście bajkowe widoki. 


Ostre zejście w dół żółtym szlakiem





Gołoborza, przez Perć Borkowskiego





Beskid Wyspowy w wiosennej odsłonie zrobił na nas niesamowite wrażenie, aż żal nam było, że nasza wędrówka dobiega końca. Szlak na Luboń Wielki okazał się bardzo interesujący i po raz kolejny przekonaliśmy się, że Beskidy mają w sobie to coś. 

Cenne wskazówki:
* na Luboń Wielki z Rabki- Zaryte prowadzą dwa szlaki żółty oraz niebieski
* szlak niebieski jest łatwy i nie przysparza żadnych trudności, szlak żółty jest dużo bardziej wymagający i wędrując nim z dzieckiem trzeba zachować szczególną ostrożność
* cała trasa, uwzględniając postój pod schroniskiem, zajęła nam około 6 godzin
* na szczycie Lubonia Wielkiego działa niewielkie schronisko PTTK
* zbliżając się do gołoborza warto bacznie przyglądać się jak prowadzą oznaczenia, gdyż łatwo zejść poza szlak